Zonda


Jeśli nie widzieliście na naszym FB albo Instagramie to chciałabym się pochwalić i tu.
25-ego marca do naszej rodziny dołączyła Zonda :)




Zonda- oficjalnie NEFERTITI, urodziła się 27.01 w czeskiej hodowli Haliba.



Szczeniaczka szukałam od dawien dawna. Zbierałam zabawki, doświadczenia, planowałam...
Miałam pewien upatrzony miot, niestety nie udało się krycie, czekałam na powtórkę- znów się nie udało bo nie urodził się szczeniaczek dla mnie.
Do trzech razy sztuka, prawda? To było to, oboje niecierpliwie czekaliśmy na krycie, informacje, poród, i co? Nic z tego... Znów nie urodził się papik dla nas :(
Nie będę ukrywać, że byłam załamana... ryczałam i oficjalnie ogłosiłam, że już nie chce żadnego psa.

Oczywiście nadal nieśmiało przeglądałam sobie ogłoszenia, wysłałam nawet Markowi link z miotem Zo, ale uznał, że to nie to. Jak później przyznał nawet dokładnie nie popatrzył, wysyłałam mu kilka zapowiedzi miotów dziennie więc wcale się nie dziwie :P
Parę dni później, postanowiłam zaryzykować, napisałam do hodowczyni, skonsultowałam sprawę ze znajomą- "encyklopedią border collie" :D :D (jeśli to czytasz, to jeszcze raz dzięki za wszystko!!!) i tak trafiła do nas Zonda vel Dzidźka.
Oto rodzice ZO

Obawy miałam jeszcze w dniu jej odbioru, nie wiem co z niej wyrośnie, ale przepadłam....


Dzidźka jest tak urocza, że rozkochała w sobie nawet moją mamę, która gdy poinformowałam ją o tym, że będę miała drugiego psa obraziła się na mnie na dwa tygodnie.
Tym razem wiadomość przyjęła spokojnie a podczas ostatnich Świąt stwierdziła, że Enzo mógłby z nią zamieszkać :)
Wracają do sedna, Zondeczka dużo psoci, jak na szczeniaczka przystało, kocha jeść, lubi się szarpać ale to co ją wyróżnia na tle moich pozostałych psów to to, że uwielbia się przytulać <3
Marzyłam o red merlaku, a mam lilaca, który zawładnął moim życiem :)



Więcej o całej trójce niebawem....









Saraaport cd.


Pamiętacie nasz poprzedni post z recenzją piłki Kora 4 od Saraaport ? 
Jeśli jednak nie to zapraszam TU

Otrzymaliśmy propozycję przetestowania kolejnych dwóch piłek - KORA 2 i KORA 3, na co przystałam z wielką radością :)

Oto nasza piłkowa rodzinka od Saraaport - od lewej- Kora 3, Kora 4 i Kora 2. 


Bohaterkami tego posta będą jednak tylko nr 3 i nr 2 :)


Zacznijmy może od opisu ogólnego:

KORA 3 - jest to piłka wypychana, wypełniona miękkim sylikonem, waży ok. 130 g.

KORA 4 - jest pompowana, regulacja jej twardości zależy od ilości napompowanego powietrza, a waży około 100 g.

Piłki są ręcznie szyte, ich średnica wynosi 100 mm, wykonane są ze skóry ekologicznej.


Piłki zabieraliśmy na ostatnie treningi, obiema pies był nagradzany i chętnie się bawił.



W porównaniu jednak pojawił się faworyt, ale zanim o tym, jeszcze kilka informacji :)

Jeśli chodzi o wielkość, jak już nie raz pisałam Enzo woli mniejsze piłki, stąd moje poprzednie zamówienie (KORA 4).
W przypadku tych dwóch, nie była ona jednak przeszkodzą, szarpał się chętnie.



W porównaniu "miękkości" różnica jest duża. Piłka pomarańczowa jest twarda, ciężej jest mu ją złapać, może łatwiej byłoby większym psom lub z lepszym chwytem.
Żółtą, za to można regulować, dzięki temu, że było w niej mniej powietrza pies mógł mocniej i lepiej ująć ją swoją paszczą :)

Odporność na brud, to było zaskoczenie. Piłki są w dość jasnych kolorach ale brudzą się nieznacznie. Poniżej KORA 3, świeżo po szarpaniu i rzucaniu jej, jak widać pozostaje tylko ślina :)





W przypadku rączek, tak jak pisałam w poprzednim teście, nic się nie zmieniło. Nie wpijają się w dłonie, mimo braku amortyzatora, trzyma się je wygodnie.

Mój pies dokonał jednak wyboru i ostatecznie, w tej walce zwycięża KORA 2, czyli piłka pompowana. Zdecydowała natura-  to co można lepiej złapać, miętosić i czym się lepiej szarpie jest najlepszą nagrodą na świecie.




Owieczki


Jakoś w połowie marca, udaliśmy się na seminarium z Martą Chmiel.
Zdecydowałam, że będziemy uczestniczyć w zajęciach tylko jednego dnia, w związku z tym że z owcami Enzo miał do czynienia tylko raz - http://enzo-bc.blogspot.com/2015/04/pip.html

Pogoda była fatalna, wiało, lało i było potwornie zimno co sprawiło, że humory nie były najlepsze.
Pasterz Enzek zdecydowanie woli agility :) ale na owieczki od czasu do czasu jeszcze sobie pojedziemy.
Poniżej jeszcze kilka zdjęć z tego dnia.





Te ich "twarze" :D :D


Seminarium z Asią Korbal

Weekend 4-5 marca spędziliśmy na seminarium z Asią Korbal. 


Fot. Marta Iga Parcewicz

Ja byłam uczestnikiem :D (o szczegółach później), Marek obserwatorem. 

Frisbee zdecydowanie nie jest moją dziedziną i nie będzie. Potrafię jakoś rzucić, Marek ciągle mnie upomina, że nie tak, ale ja oczywiście nie słucham. Stąd pomysł by pojechać do Asi, aby ktoś z zewnątrz pokazał mi co i jak. 

Sobota:

Na miejsce docieramy spóźnieni. Wpadamy na halę, trwają już zajęcia rzutowe. Oczywiście przoduję w ilości dysków które wypadają mi z ręki ale w sumie to wcale się tym nie przejmuję bo nigdy nie zamierzam startować we freestyle'u. 
Jadąc na to semi mam jasno określone cele- chce żeby Asia zobaczyła czy tym co robimy bardzo rekreacyjnie, nie robimy krzywdy psu. Szczególnie martwi mnie Enzkowe lądowanie. 
Wejście pierwsze- pokazuję naszego a'la tossa. I co? nie ma tragedii :) 


Asia chwali nasz team, ładna motywacja, pies stara się łapać wszystko co rzucę, ładnie śledzi dyski, jak już wyskoczy po dysk to nie jest to spektakularne ale ważne, że nie jest niebezpieczne. Jedyny problem, na który nigdy nie zwróciliśmy uwagi, to fakt, że nie oddaje dysku do ręki tylko pod nogi. 
To ćwiczymy właśnie na drugim wejściu, Enzko łapie o co chodzi w mig,więc jeszcze parę razy przećwiczymy i będzie po problemie.

Niedziela:

Zaczynamy oczywiście od ćwiczeń rzutowych, które zdecydowanie nie są moimi ulubionymi. Rzuty z półobrotu, spod nogi i inne tego typu to nie moja bajka ale bawię się swoją nieudolnością więc jest ok :) 



Wejście pierwsze. Następuje zamiana ról i to Marek pokazuje co potrafi :) Asia nie ma zastrzeżeń, chwali psa i mówi to co ja powtarzam regularnie- pochwała "dobry pies" jest zbyt marna. Marek musi poćwiczyć i zacząć śpiewająco chwalić nasze psie dziecko :) 



Na wejściu drugiem jest to na co czekałam najbardziej - FRIZGILITY!!! 
Gdyby nie to, że w pewnym momencie tracę równowagę i upadam.... mogłabym napisać, że było rewelacyjnie :) Ogólnie w pierwszej rundzie zbieramy 113 pkt. w drugiej 118, więc pozwolę sobie napisać, że zasłużyliśmy na ocenę bardzo dobrą :) 



Dżoana zdradza nam kilka szczegółów o których oczywiście nie napisze bo nie chce być ostatnia na zawodach :P 



Ogólnie wróciliśmy z tego seminarium bardzo dumni z psa. Enzo naprawdę ratuje nam dupę, jest mega dzielnym, mądrym i mega pięknym, co potwierdzają zdjęcia, pieseczkiem. 
A, że przyszło mu żyć z matką która potyka się o własne nogi to już inna sprawa. 


Fot. Ania Przybył 

Saraaport - hit czy kit ?

Dziś chciałabym napisać kilka słów o moim nowym odkryciu, piłce od Saraaport.

Jakoś tak się złożyło, że z jej zakupem zwlekałam dość długo. W końcu zima zmusiła mnie do szukania zabawek które mało się brudzą a jeśli już to szybko można je wyczyścić.





Po dość długim oczekiwaniu (nie jest to nie wina firmy tylko Poczty Polskiej (oczywiście zapomniałam jak to jest czekać na przesyłkę... i ot, tak wybór padł na nich) po prawie dwóch tygodniach (strajk listonoszy we Wrocławiu) przesyłka dotarła.

Pierwsze chwile były znaczące :D




Od razu wiedziałam, że popełniłam błąd...
Zwykle tego nie robię, zwykle zamawiam po 1 sztuce dla każdego.

Jedna piłka = zimna wojna.
Zwycięzcą jest zawsze - Kikosława.

Enzo mimo, że ucieka, burknie i stara się ją przechytrzyć, nie ma szans. Mój niezaradny życiowo pies przegrywa z Kiką, która to, poradzi sobie zawsze.
Potrafi go tak omotać, przynieść mu inne zabawki albo odwrócić uwagę, że w mig piłka jest jej.

Tu dzikie szarpanie na spacerze.



video


Co jest w tej piłce takiego? 

Na pierwszy rzut oka wydaje się być zwyczajną piłką skórzaną z paskiem do szarpania. Użytkując jej już wiem, że będzie z nami długo bo nie da się jej przebić.
Moje psy kochają grę w piłkę nożną, to jedyny moment kiedy Enzo robi tzw. borderową przyczajkę (którą ubóstwiam) więc chętnie im ją kopnę od czasu do czasu. Piłka dobrze się odbija, linka jest na tyle wąska, że ryzyko, że zaplącze się w nią łapa jest małe.




Specjalnie wybrałam dość mały rozmiar (Piłka Kora 4), takie woli Enzo, by móc z nim się poszarpać i tu znów kolejny plus. Mimo, że piłka nie jest najmniejsza to i tak dość miękka by pies mógł ją mocno złapać. Dodatkowo linka wcale nie wpija się w dłonie!
Piłka jest wypchana miękkim sylikonem (następną chce pompowaną by samemu móc regulować twardość, chociaż obawiam się trochę dwa razy większego rozmiaru), ręcznie szyta, wykonana z ekologicznej skóry i waży około 80 gram.





Nawet jak próbuję to nie mogę się dopatrzyć wad.... no dobra, może jest za mało wersji kolorystycznych :D ale to by było na tyle!

Gdy złożyłam zamówienie byliśmy w trakcie przeprowadzki i bałam się, że nie zdążę odebrać przesyłki pod starym adresem więc trochę już panikowałam. Pan Robert okazał się bardzo pomocny, kontakt z firmą również oceniam bardzo pozytywnie.


Piłkę możecie zamówić bezpośrednio u producenta - http://www.saraaport.com/sklep/ lub http://toysdreamdog.pl/pl/c/Saraaport-pilki-ekoskora/109


Uważam, że o dobrych rzeczach należy wspominać, ostatnio trochę wypadłam z nowości, czy pojawiło się coś co jest hitem lub kitem u Waszych psów? :)