Święta z psami





Na wielu blogach możecie znaleźć już posty z pomysłami na prezent dla psów i ich właścicieli.
Ja mam już to za sobą, a z racji tego, że do Świąt zostało już tylko 10 dni zastanawiam się jak przygotować swoje psy do tego radosnego wydarzenia.

Święta zawsze spędzamy u rodziców, jakieś 100 km od naszego stałego miejsca zamieszkania.
W tym roku nici z urlopu przed Świętami, w drogę wyruszamy więc dopiero w samą wigilię.
Wszystko będzie działo się na wariackich papierach.
Najpierw wigilia u jednych rodziców, później u drugich, uwielbiam ten czas ale wiem, że moje psy wolą stabilizację i poukładane życie z regularnymi posiłkami, bo co jest w życiu ważniejszego? :P

Gdy dojedziemy już na miejsce emocje będą sięgać zenitu...
Psy witają się ze wszystkimi, biegają po domu jak opętane, węszą, żebrzą (one doskonale wiedzą, że to się opłaca), coś wygrzebią tu to tam... i tak dalej i tak dalej... to najgorsza z moich wizji.


Aby uniknąć takich min....


ułożyłam plan :)

 Przed wyjazdem udajemy się na krótki acz intensywny spacer. Wtedy podróż każdemu z nas minie spokojniej.
Zabieramy ze sobą:
- materiałowe klatki;
 Dzięki nim psy poczują się swobodnie, będą mogły odpocząć i rozładować nadmiar emocji.
- jadą z nami truskawy z Comfy; 
Świetne zajęcie na uspokojenie się, zajęcie głowy czymś innym niż wyszukiwanie nowej ofiary do głaskania.
- piłki i smaczki;
Piłki bo będzie czas na szaleństwa w przydomowym ogródku.
Smaczki po to by nagradzać każde spokojne zachowanie. Enzo nie ma z tym większych problemów, Kikosława jest za to towarzyska aż za bardzo. Zanim podrze rajstopy babci Krysi bo będzie chciała się przywitać albo zacznie polowanie na kota Wacka, poćwiczymy troszkę samokontrolę.



- ubranka; 
Spakowałam cienką kurtkę dla Kiki w przypadku braku śniegu i grubszą by dupka nie zmarzła.
Enziątko zabierze swój Doggy Dry, więcej o nim możecie poczytać tu http://enzo-bc.blogspot.com/2016/01/doggy-dry.html
Mam nadzieję, że moja perfekcyjna mama będzie spokojniejsza bo aż tak nie nabrudzi :)
- prezenty; 
W tym roku przygotowałam same pyszności.




A Wy jak sobie radzicie? Jest coś o czym zapomniałam? 

Doradźcie :) 



Jesień 2016

Z racji tego, że prognozy pogody straszą już końcem tygodnia zimnem i śniegiem, śpieszę z małą jesienną fotorelacją :)

Na pace Fiata :)

Smutne, poważne pieski

 Atak żołędzi...
 "Enzo, Ty głupku oddaj to!!!!"
Binio-Dynio

 A wieczorami i w weekendy, pracujemy jako nadzór budowlany :)

Więcej zdjęć na naszym fb- https://www.facebook.com/enzobordercollie/
                      i instagramie- https://www.instagram.com/enzo_bordercollie/

Psie Dania - recenzja

Testy gadżetów mamy za sobą, teraz nadszedł czas na smakowitości :)
Znów w ramach TOP for DOG mieliśmy wypróbować coś nowego.



Psie Dania to gotowane posiłki dla psa, taki psi catering.


Jak możemy przeczytać w informacji od producenta "wszystkie nasze dania przygotowywane są z należytą starannością (...) Psie Dania to posiłki przygotowywane z wysokiej jakości produktów organicznych. Mięsa w naszych potrawach pochodzą wyłącznie od certyfikowanych rzeźników, a warzywa od sprawdzonego, lokalnego rolnika(...) to karma dla psa, która jest lekkostrawna, zbilansowana, smaczna (...)"

Dania które do nas dotarły (w ciągu 24 godzin od maila informacyjnego) były zapakowane próżniowo, w opakowaniu chłodniczym. Każda porcja ważyła 300 gram


Smaki:

Do wyboru mamy 3 dania:


- z drobiem (pierś kurczaka, kurczak podrobny, ryż, marchew, jabłko, seler, szpinak, gruszka, olej kokosowy)
- z wołowiną (mięso wołowe, ryż, burak, marchew, szpinak, gruszka, oleje)
- drobiowo- wołowe  (mięso drobiowe, mięso wołowe, makaron, słodkie ziemniaki, zielony groszek, pietruszka, seler, oleje)

Oba moje psy na co dzień żywione są suchą karmą, w weekendy dostają mokrą.
Ostatnio zaś było prawdziwe święto bo na kolacje jadały Psie Dania.
Od razu przyznam się, że nie wprowadziłam zmiany karmy stopniowo tak jak zaleca producent, bo nie potrafiłam oprzeć się tym błagalnym oczom, które zrobiłyby wszystko aby tylko otrzymać swoją porcję.




Jak było:

- Dania znikały w mgnieniu oka.
- Pachną bardzo ładnie. Nie próbowałam ich ale widać, że smakują psom.
- Nie pojawiły się ŻADNE problemy żołądkowe (mimo, że nie zachowałam, okresu wprowadzenia nowej diety).
- Nie zauważyłam pogorszenia jakości sierści.
- Nie pojawiła się zwiększona ilość kamienia nazębnego.
- Wygoda...miło, jest będąc tak leniwym jak ja, móc podać psu zdrowe i pyszne danie :).


Czego zabrakło?

- dokładnych proporcji składu, lubię wiedzieć ile dokładnie czego jest w karmie.
- udokumentowanego pochodzenia mięs, warzyw i owoców, ale wiem, że firma już nad tym pracuje :).


Gdybyście byli zainteresowani Psimi Daniami aktualnie obowiązuje jesienna promocja, rabat 50% na pierwsze zamówienie, szczegóły na http://www.psiedania.pl/

Relaxer Kęsy

Są czasem sytuacje kiedy mój a' la terrier zupełnie traci głowę i ciężko mi nad nią zapanować.
Dlatego gdy pewnej pięknej soboty, o godzinie 7 rano na naszym tarasie zjawiła się grupka panów, którzy wesoło oznajmili nam, że będą przez najbliższe 3 tygodnie poprawiać elewację bloku wiedziałam, że muszę spróbować wszystkiego by poprawić komfort życia jednego z moich psów.
Znów dzięki TOP for DOG, miałyśmy możliwość przetestowania produktu o nazwie Relaxer Kęsy od ScanVet.


Relaxer Kęsy wg producenta "Relaxer Kęsy stosuje się u psów lękliwych, nadpobudliwych lub przejawiających inne problemy behawioralne (np. lęk separacyjny, fobie dźwiękowe). Podawanie zaleca się także przed sytuacjami potencjalnie stresującymi dla psa np. burze, fajerwerki, przeprowadzka, podróż, rozłąka z opiekunem, wystawy, wizyty lekarskie, zabiegi pielęgnacyjne, odstawianie od matki, adopcja, hospitalizacja. Można także podawać wspomagająco przy chorobach wywoływanych lub potęgowanych przez stres np. przy dermatozach psychogennych." 


Tutaj możecie zapoznać się ze składem produktu:


Kęsy jak zauważyliście znajdują się w sporym, łatwo odkręcanym opakowaniu.


Są dość duże, wielkościowo można je porównać z 5 złotówkami ale bardzo łatwo pokruszyć je na mniejsze kawałki.


Będąc z Wami zupełnie szczera, nie jestem fanką tego typu produktów. Staram się sobie, jak i moim psom aplikować jak nam mniej różnych suplementów.
Pogodziłam się już z faktem, że Kika ma czasem różne lęki. Bywa, że boi się wiatru, dziki szał ogarnia ją w sylwestra, rozumiem to i staram się tego dnia ułatwić jej życie. Słuchamy wtedy trochę głośniej muzyki, zajmujemy ją np. kongiem wypełnionym najlepszymi smakołykami. Jest to jeden, góra dwa dni w roku więc można się przemęczyć.

Sytuacja o której wspomniałam na samym początku miała miejsce w lipcu. W czasie największych upałów, gdy wieczorami najchętniej siedzimy sobie na naszym tarasie. Nas samych trochę wyprowadziła z równowagi, ale najgorsze, że miała trwać parę tygodni!
Remont elewacji wiązał się z tym, że nasze okna zostały zakryte folią, a panowie( dokładnie 8 panów, na tarasie o powierzchni 30 m2 spędzali czas od godziny 6:30 do 18:00.
Mieszkaliśmy przez ten czas w ciemnej norce...





Enzo jak to on, niespecjalnie go to odchodziło. Kika zaś szalała...
W godzinach obecności robotników była ciągle niespokojna, nie potrafiła sobie znaleźć miejsca, ciągle kręciła się i warczała bądź szczekała.
Było to męczące dla nas ale przede wszystkim wykańczało ją samą.
Mimo, że na samym początku pozwoliłam jej wyjść na taras i zapoznać się z całą sytuacją, jej nerwy nie opadały.
Wtedy postanowiłam spróbować Relaxer Kęsy i okazało się, że to naprawdę działa!
Producent zaleca podawać je zgodnie z powyższa tabelą, najlepiej 1-2 godziny przed sytuacją stresową. W sytuacjach wywołujących silny stres można podawać kilka dni wcześniej.



Ja niestety nie miałam możliwości podawania od samego początku. Kika dostawała swoje 2 kęsy między 3-7 dniem remontu, bo na szczęście zamiast kilku tygodni, trwał on tylko 8 dni.
Suczka nie była ospała, nie zachowywała się dziwnie. Nadal codziennie rano gdy tylko usłyszała dźwięk rusztowania, biegła pod drzwi i trochę powarczała ale po chwili, szła się położyć. Jej niepokój był zdecydowanie mniejszy. Jak podaje producent składniki nie uzależniają psa. Jest on zjadany chętnie






aż do ostatniego okruszka.

Jestem przekonana, że pozostałe kęsy, w opakowaniu znajduje się ich 60 sztuk, wykorzystamy w grudniu i mam nadzieję, że Kika pierwszy raz powita Nowy Rok w miarę spokojnie.

Porządek w głowie robię




Nie będzie tak mądrze jak TU ani TU, bo zwyczajnie nie potrafię.
Ale chciałabym się podzielić z Wami naszą historią.

Decydując się na drugiego psa, zastanawialiśmy się bardzo długo. Wybraliśmy hodowlę, urodziły się szczeniaczki i gdy już trochę podrosły okazało się, że "nasza" suczka ma tyłozgryz. Jak wiecie chciałam poznać świat wystaw,  dodatkowo trochę nastraszyła mnie znajoma weterynarz i zrezygnowaliśmy.
Kolejnym wyborem była hodowla z której pochodzi Enzo, miała być suczka ale ostatecznie hodowczyni zdecydowała, że pojedzie ona do Norwegii a do nas trafił chłopak.
Mimo, że hodowla miała niewiele wspólnego ze sportem, właścicielka oczekiwała!, że udamy się ze szczeniakiem do wybranego klubu bo przecież to bc, nie żaden pies rodzinny.
Od początku obojgu nam chodziło po głowie agility.

W czasach psiego przedszkola było wszystko idealnie, później przydarzył nam się wypadek  i parę miesięcy spędzone w domu. Enzo przetrwał to bardzo dzielnie, mimo, ze wyłączony był z wszelkiej aktywności.
Po jakimś czasie powróciliśmy do treningów, w związku z kontuzją treningi agility nie były możliwe ale uczęszczaliśmy sobie na obi, które nie stało się naszą pasją.

Gdy już Enzo doszedł do siebie, powróciliśmy spełniać marzenia.... po kilku treningach agility pod okiem doświadczonych osób, ze łzami w oczach stwierdziłam, ze ja już tam więcej nie pójdę!
Zamiast wsparcia otrzymywaliśmy ciągle ostre uwagi, typu, ze źle wybrałam bo z suczką to by mi się lepiej biegało....
Psychicznie tego nie wytrzymałam, po kilku miesiącach usłyszałam, że jest w okolicach pewna zdolna osóbka, która chciałaby nam pokazać co i jak.

Trafiliśmy pod jej skrzydła i wszystko byłoby ok... gdyby nie to, że w mej głowie ciągle była myśl, że nasz team jest po prostu do d*py.
Na treningi jeździłam zdenerwowana, pies przez to był sfrustrowany, kosił tyczki jak szalony.
A ja ? Przecież musiałam udowodnić sobie i innym, że bez względu na to damy rade.
Szukałam różnych przyczyn... zaczynając od tego, ze pies jest beznadziejny, kończąc na tym, że pewnie jest chory.
Enzo został przebadany, okazało się, że wszystko jest dobrze. Szukałam rad u różnych osób, żaliłam się, wściekałam i płakałam regularnie.

Pewnego dnia, wprawdzie z gorączką i ledwo żywa pojechałam na indywidualny trening z jednym z lepszych zawodników agility w kraju i na świecie.

Na początku sobie ponarzekałam na zrzucanie, na ekscytacje psa.
Rozłożyłyśmy sobie sekwencję na części pierwsze i wtedy zobaczyłam, że MÓJ PIES NIE MA ŻADNEGO PROBLEMU.
Zdarzyło mu się raz czy dwa zrzucić ale to dlatego, że nie pokazałam mu właściwie czego oczekuje. Ekscytacja? Podobno nie widziałam, podjaranego psa. Mój kocha to co robi, jest radosny, trochę za bardzo wpatrzony we mnie, ale spokojnie daje sobie rade.
Problem jest, ale ze mną.
Zdanie "nawet najlepszy pies nie przebiegłby tego z takim handlerem" mocno mnie ostudziło, kropla potu (gorączka też zrobiła swoje) popłynęła po plecach i zaczęło się...
Kłębiące w głowie myśli...
Przecież Enzo jest taki przeze mnie, to ja oczekuje od niego Bóg wie czego chociaż sama nie umiem mu dorównać.
Sytuacja miała miejsce parę tygodni temu... od tego czasu staram sobie nie wyobrażać cudów ale widzę małe światełko w tunelu.
Chciałam od razu podbić świat ale wiem już, że w naszym przypadku się nie da. Winna jestem ja.
Przestałam porównywać nasz team do innych, my idziemy swoją ścieżką i wiecie co?

Już zauważam efekty.

Kika nie Koza, ale też Modna :) czyli parę słów o zestawie od Modnej Kozy.

W zeszłorocznej edycji TOP for DOG testerem obroży od Modnej Kozy był Enzo, gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć to zapraszam http://enzo-bc.blogspot.com/2015/07/obroza-od-modnej-kozy-test.html.

W tym roku postanowiłam do testu zgłosić Kikę i sprawdzić czy po roku od naszych poprzednich testów i po otrzymaniu nagrody The Best of Top for Dog 2015 przez Modną Kozę, nadal będę tak zachwycona wyrobami firmy.

Z wielu wzorów... nawet nie wiecie jak długo przeglądałam te zdjęcia :D, wybrałam sobie 3 i znów zastanawiałam się i zastanawiałam, nad tym jednym.
Ostatecznie wybór padł na Muffinki, które miały dodać słodkości wąsatej dziewczynie.
Po około 3 tygodniach od zamówienia, otrzymałam taki oto zestaw:


Prawda, że jest uroczy? :)


Wszystkie obroże, które mam dla Kiki są na zatrzask.
Jak szaleć to na całego, więc postanowiłam, że w tym wypadku przetestujemy jak sprawdzi się u niej półzacisk.


Obroża którą wybraliśmy ma 2 cm szerokości, wykonana jest bardzo starannie i sądzę, że prezentuje się na mojej suczce bardzo ładnie.
Oto i leśna Ki, w swojej różowej obroży :)



Cały komplet podszyty jest wygodnym neoprenem. Po kilku tygodniach użytkowania nie zauważyłam bo wychodziły z niego żadne nitki, wygląda bardzo dobrze. Z racji jasnych kolorów trochę się brudzi ale po praniu znów wygląda jak nowy.
Jeśli chodzi o samą smycz to karabińczyk jest idealnej wielkości dla małego psa.  Dzięki  neoprenowemu podszyciu rączkę smyczy, trzyma się bardzo wygodnie. Całość prezentuje się naprawdę dobrze ale... jest jedna rzecz która trochę mnie razi.
Mowa o nierównym zakończeniu taśmy. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu nie miałoby to znaczenia, jednak ja lubię gdy wszystko jest idealnie równo.



Podsumowując Modna Koza nadal pozostaje dla mnie produktem zasługującym na TOP :)
Gdybyście zechcieli oddać swój głos to zapraszam http://www.topfordog.pl/glosowanie

Jesienne nowinki zakupowe


Jesień już nas dopadła, w związku z tym, musieliśmy się do niej porządnie przygotować.
Zapraszam do poznania naszych nowości. 


Od lewej: 
- szarpaki Sirius, owieczki w rozmiarze S i M. 
- Pokusa DiamondCoat, zamówiłam bo Enzo tak mocno gubi sierść, że nie nadążam odkurzać. Czy działa? Jeszcze nie mogę napisać bo zbyt krótko mu ją podaję. 
- Kolejne rzeczy od Pokusy to Żółtko i Dzika Róża, którą dokupiłam do MSM. 

Wracając do góry koszyka,
- Planetka na szarpaku od Dog's Craft by Wonder Dog, która jest HITem obu psów, a zwłaszcza moim :D 
- Obok planetki, znajduje się obroża od Wild Woof, urzekły mnie jej kolory, sądzę, że idealnie pasuje do Enzka, przeznaczona jest tylko na specjalne okazje. 
- Na sam koniec, ażurka z mopem na amortyzatorze, również od Dog's Craft by Wonder Dog. Przeznaczona na nasze agilitkowe treningi. 



Poniżej mamy dwa prezenty od Cioci, jeden wygrany nawet na zawodach przez Kiki kolegę :)

- Piękny różowy szarpaczek od Rauki z piłką Erratic Ball.
- Pullerki dla Kiki, by bidulka nie musiała męczyć się ze standardem.
- Gdy tylko zobaczyłam tą saszetkę u Ginki Turbinki, wiedziałam, że muszę ją mieć. Tak oto, pojawiła się u mnie, silikonowa saszetka Dexas. Porządną recenzję możecie przeczytać właśnie u Ginki - TU, ja dodam od siebie, że jestem bardzo zadowolona z zakupu.


Nad tym zakupem zastanawiałam się tygodniami... Cena skutecznie mnie odstraszała, ale nadarzyła się okazja i Enzkowe szelki udało mi się odkupić trochę taniej, w idealnym stanie. 
Skoro on już swoje dostał, nie pozostawało mi nic innego jak dokupić je dla Kiki :)
Nasze Ruffwearki użytkujemy już parę tygodni i powiem Wam, że mimo mojej słabości do Hurtty, są to dobrze wydane pieniądze. 


Zdjęć smaczków nie dodaję bo schodzi tam tego trochę i nie nadążam ich focić. 
Teraz z psich gadżetów przerzucam się wszelkie domowe akcesoria,więc kolejny taki post nie pojawi się tu szybko, ale zapraszam niebawem na jeszcze kilka recenzji, które piszemy w ramach testów dla TOP for DOG

Test legowiska Lauren design


Jeśli obserwujecie naszą facebookową stonkę (enzobordercollie) to wiecie, że księżniczka Kikosława testowała dla TOP for DOG legowisko od Lauren design.


W przesyłce którą otrzymałam znajdował się miły list, informacje o produkcie, kalendarzyk, zabawka do aportowania i najważniejsze, śliczne FIOLETOWE (pisałam Wam kilka postów temu, ze szaleje ostatnio na punkcie tego koloru!) legowisko.




O produkcie 

Legowisko DAISY przeznaczone jest dla psów i kotów.
Stworzone jest z miękkich, bardzo miłych w dotyku materiałów - 100 % poliestrowych.
Jako wypełnienie zastosowana jest wysoko gatunkowa kulka silikonowa.

Dostępne wymiary (nie zaciągnięte wstążką)

http://www.laurendesign.eu/produkty/legowisko-dla-psa-kota-daisy/

Legowisko może być prane w pralce w temperaturze 30 stopni, można je także odwirowywać na niskich obrotach, choć producent poleca szare mydło w płynie. 

Nasza opinia


Gdy tylko zobaczyłam legowisko DAISY wiedziałam, że Kika będzie zachwycona, zdjęcie dodane jako pierwsze, dokładnie to obrazuje. Wiem, że przepada za byciem otuloną, czasem śmieję się, że robi sobie "norki" w pościeli ale dzięki temu legowisku mam już spokój, bo mój pies woli spać u siebie.





Legowisko mieści się do średniej wielkości klatki, chociaż według mnie szkoda marnować jego potencjał, sami przyznacie, że pięknie się prezentuje.

Wydaje się być bardzo wygodne, nie uwierzycie ale nawet Enzko próbował się do niego zmieścić :P
Dzięki możliwości rozłożenia legowiska, może być ono przeznaczone także dla średnich psów, my tego nie stosowaliśmy, bo według wstążka dodaje mu uroku.

Ogromny plus otrzymuje ode mnie za to, że nie zostaje na nim sierść, brud, błoto również do niego nie przywiera, bardzo łatwo je odkurzyć. Do tej pory wygląda jak nowe.


Bardzo chciałam się do czegoś przyczepić ale naprawdę nie mam do czego.... Kika pokochała swoje nowe legowisko, mi się ono bardzo podoba, łatwo je sprzątnąć, czego więcej potrzeba??


Test piłki Chuckit! Hydro Squeeze


Znów w ramach TOP for DOG zabraliśmy się za testy :)
Tym razem w psie paszcze wpadła piłka, doskonale wszystkim znanej marki Chuckit!. W naszym zbiorze mamy już ich kilka lecz do testów otrzymaliśmy piłkę z nowej serii - Hydro, "idealnej na letnie, upalne dni".

Opis 
Piłka przeznaczona jest dla psów lubiących wodę, ten warunek spełniamy bezapelacyjnie.
Rozmiar, który otrzymaliśmy to L, czyli testować będzie tylko Enzo (jak było naprawdę przekonacie się dalej... :))
Zabawka utrzymana jest w standardowej kolorystyce marki, jak nie lubię pomarańczowego tak w tym zestawieniu, chyba się już przyzwyczaiłam :)

Piłka wykonana jest z dwóch części. Pomarańczowej gumy, która w wewnątrz zawiera piankową piłkę. Część zewnętrzna nie okrywa całej zabawki, dzięki czemu jest ona plastyczna i miękka.




Jak wygląda efekt chłodzenia? 

Wewnętrzna część piłki po namoczeniu nasiąka wodą, pies w trakcie zabawy ściska ją uwalniając wodę, dzięki temu schładza się.



Nasza opinia: 
Po pierwszych doświadczeniach z Hydro Squeeze, Enzo był dość mocno zszokowany....:)
To co zaskoczyło mnie negatywnie to fakt, że pies na początku dość często krztusił się wodą, która miała dać efekt chłodzenia.

Przez budowę i strukturę zabawki zdecydowanie odradzam kupowanie jej psim niszczycielom a już zostawianie jej do samodzielnej zabawy psu jest jak wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Mój pies szanuje zabawki, po prawie dwóch miesiącach użytkowania nie widać na niej żadnych śladów użytkowania.

Piłka dobrze unosi się na wodzie, chociaż w momencie zamoczenia widać tylko gumową cześć.
Schnie dość szybko, nawet po intensywnym użytkowaniu piłka nie pachnie nieprzyjemnie.



Tak jak wspomniałam wcześniej, oba moje psy kochają wodę. Bardzo chętnie aportują i w przypadku tej zabawki, również robiły to z wielką radością.




W trakcie testów, na letnie wodowania jeździła z nami także Kikosława, miała swoją zabawkę ale przecież nie mogłam jej odmówić przyjemności wypróbowania nowego Enzkowego gadżetu :)
Mimo obaw, że nie uda jej się złapać tak dużej piłki, suczka poradziła sobie bez najmniejszych problemów.
Jak na zaradną dziewczynę przystało, łapała za pomarańczowy element piłki i dzielnie wracała do brzegu.
Nie zaznała "efektu chłodzenia", ale sami przyznacie, że wygląda na zadowoloną.



Zabawka nadaje się tylko do zabawy w wodzie, sądzę, że poza nią szybko mogłaby ulec uszkodzeniu. Piłka sprawdziła się do zabawy w letnie, gorące dni (aportowały ją psy, my także urządzaliśmy sobie małe zawody pływackie :))


 ale chyba bez efektu chłodzenia Enzo pokochał by ją jeszcze mocniej. 



Za możliwość przetestowania dziękujemy Pet Supplies Polska.